Biała koszula zawsze w modzie

poniedziałek, 17 lipca 2017
W dzisiejszym poście totalny casual. W końcu udało mi się upolować dżinsy, które pasują do mojej budowy ciała. Kolejnym elementem stylizacji jest klasyczna, biała koszula, którą można nosić na naprawdę wiele sposobów - aż ciężko uwierzyć, że wisi w mojej szafie od kilku lat, bo kiedyś jej nie doceniałam. Klapki na niskim obcasie to bardzo popularny rodzaj obuwia w tym sezonie. Nie ukrywam, że są niesamowicie wygodne (szczególnie dla osób, które nie przepadają za "szpilkami", a jednak chciałaby założyć coś nieco wyższego).











Shirt - H&M
Jeans - Zara
Bag - Louis Vuitton
Shoes - Zara
Belt - Nasty Gal 

Spodnie culotte

piątek, 7 lipca 2017
Ostatnio stałam się zwolenniczką panujących trendów, ponieważ wszystko wpasowuje się w moje gusta. Dlatego też w mojej dzisiejszej stylizacji możecie wyłapać kilka typowych w tym sezonie rzeczy. 

Spodnie typu culotte, to zdecydowanie jeden z moich ulubionych krojów. Przekonałam się do niego dość niedawno - i bardzo się z tego cieszę. Culotte to rodzaj szerszych spodni o nieco krótszej długości. W moich oczach jest to uniwersalny typ spodni, ponieważ nadają się do codziennych jak i wieczorowych stylizacji, pasując jednocześnie do adidasów czy eleganckich butów.
Żółty kolor wojuje wsród tegorocznych stylizacji. Szczególnie odcień zwany "primrose yellow". Uwielbiam ten kolor, bo potrafi urozmaicić każdy rodzaj stylizacji. Niegdyś uważany za kicz lub zbyt odważny kolor - ja bardzo chętnie kolekcjonuję go w mojej szafie w postaci okularów czy ramonesek. 
Koszulka z nadrukiem, dość typowa rzecz, choć mam wrażenie, że ostatnio znacznie bardziej popularna. Szczególnie jeśli chodzi o t-shirty z nadrukiem rockowych zespołów czy motywów.








Pants - Zara
T-shirt - Zara
Shoes - Adidas
Bag - Gucci
Sunglasses - Tiger


Kwiecista sukienka

czwartek, 29 czerwca 2017
Właśnie przyjechałam do Polski, ponieważ jutro wyruszam na dwudniową zabawę na Openerze! Tymczasem siedzę w knajpce, a na zewnątrz leje jak z cebra, jest mokro i ciemno. Żeby trochę ożywić Was i siebie, mam dla Was nowy post, o nieco cieplejszym klimacie ;).


Sukienkę zamówiłam specjalnie z myślą o Openerze. Przyznaje - nie byłam do niej przekonana w 100%. Kiedy rozpakowalam paczkę od Nasty Gal, byłam wniebowzięta. Swoją drogą, muszę przyznać, że asortyment w tym internetowym sklepie jest niesamowicie wielki i urozmaicony! Jeśli szukasz czegoś na festiwalowy okres - koniecznie tam zajrzyj. Wracając do tematu - sukienka ma wiązanie typowe dla modnych obecnie kimon. Ja padłam również ofiarą zafascynowania tą modą i muszę przyznać, że takie rozwiązanie w sukienkach czy różnych narzutkach jest świetnym urozmaiceniem, które najzwyczajniej w świecie zwraca na siebie uwagę. Niestety, w związku z chłodniejszym dniem, musiałam pomyśleć o nakryciu wierzchnim, dlatego też użyłam do tego moją ulubioną ramoneskę. Zresztą - zobaczcie sami!











Dress - Nastygal
Espadrilles - Chanel
Jacket - Massimo Dutti
Bag - Gucci



Jedne z ulubionych produktów Origins

sobota, 24 czerwca 2017

Zastanawiając się nad tematyką postów i jej ilością, doszłam do wniosku, że post związany z urodą będzie pojawiać się na pewno raz tygodniowo. Wszystko za sprawą czytania książek o pielęgnacji azjatyckiej i nie tylko oraz zagłębianiu się w tematy stricte związane z urodą, zaczęłam przykuwać do tego bardzo dużą wagę. Wreszcie wchodząc do sklepu jestem w stanie zrozumieć większą część składu kosmetyków, podjąć odpowiednie decyzje w wyborze produktu. Zmieniłam swój dotychczasowy rytuał z jednego kremu, na całą gammę innych produktów. O co tak naprawdę chodzi opowiem Wam dokładniej w osobnym poście. Dziś pod lupę biorę właściwie jedne z ulubionych produktów marki Origins. Muszę przyznać, że ta marka zdecydowanie przoduje w moim "skromnym" zapleczu pielęgnacyjnym.


1. Olejek dwufazowy  do demakijażu, Origins, klik 


Do tej pory w demakijażu stosowałam jedynie płyn micelarny. Jednak treść książek o azjatyckiej pielęgnacji przekonała mnie do tego, aby wypróbować olejek. Zdarza się, że poprzez zły wybór środka myjącego, doprowadzamy do silnego wysuszenia skóry lub jej dużego ściągnięcia - tak też było w moim przypadku. Olejek z Origins skutecznie oczyszcza twarz, nie pozostawia wrażenia tłustości i nie zatyka porów. Poza tym, jego zapach jest bardzo przyjemny. W składzie znajdziemy biały ryż, który jest typowym składnikiem wielu japońskich produktów pielęgnacyjnych oraz fioletowy ryż, który ma właściwości wygładzające. 



2. Maska peel-off, Origins, klik 


Jest to maska, która zastyga na twarzy. Nie potrzebuje dużo czasu do wyschnięcia, bo około 10 minut. Następnie jest ściągana z twarzy. Usuwa martwy naskórek, zostawia skórę jędrniejszą i gładszą. Mimo to, że umieszczam ją w poście ulubieńców, chciałabym jedynie zwrócić uwagę na to, że alkohol w składzie jest dość wyczuwalny. Jeśli ktoś z Was jest bardzo wrażliwy na jego obecność w składzie, bądź sam zapach, powinien zastanowić się nad jej zakupem nieco bardziej. Pamiętajcie tylko, że nie jest to maska do codziennego stosowania. Ja akurat jestem osobą odporną, dlatego mi to nie przeszkadza. Poza tym w składzie znajdziemy również ciekawe składniki jak kwasy owocowe z cytryny, pomarańczy i jabłka oraz olejki eteryczne. 




3. Emulsja z białej herbaty, Origins, klik


Jest to beztłuszczowa i przede wszystkim niezawierająca alkoholu emulsja z białą herbatą. Muszę przyznać, że jej zapach jest baaardzo przyjemny. Zwalcza oznaki starzenia się. Skóra po niej jest miękka i gładka. Jest to jeden z kilku produktów z serii ,,A perfect world", która skupia się na bazie z białej herbaty. 




4. Maseczka nawilżająca na noc, Origins, klik


Maseczka ta nie bez powodu jest jednym z bestsellerów marki Origins. Jest świetną alternatywą do zastąpienia kremu nawilżającego na noc (jeśli nie chcemy stosować tak wielu rzeczy na raz). Ma bardzo ciekawy skład, ponieważ znajdziemy w niej olejki z awokado i pestek moreli oraz wodorosty z morza japońskiego. Pomaga utrzymać twarz nawilżona i zapobiec odwodnieniu skóry.





Jestem bardzo ciekawa - jakie są Wasze ulubione produkty do pielęgnacji?




Dokk1

wtorek, 20 czerwca 2017
Prawdopodobnie uznacie mnie za monotematyczną, ale uwierzcie mi, te dni kompletnego resetu były mi naprawdę potrzebne. Dzięki temu doprecyzowałam sposób, w jaki chcę prowadzić bloga oraz to, co ma się na nim znaleźć.

Przed przeprowadzką zdecydowałyśmy się z Lenką na spontaniczny wypad do Aarhus. A zdjęcia zrobiłyśmy w jednym z naszych ulubionych miejsc - Dokk1. Jest to miejska bibloteka, która jest naprawdę BARDZO nowoczesna. Miłego oglądania!










Dress - Vintage market
Sweater - ZARA
Bag - Louis Vuitton
Espadrilles - Kenzo 
Sunglasses - Ray-ban 


TOP 3 kosmetycznych odkryć

środa, 7 czerwca 2017


Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam moje 3 ostatnie kosmetyczne odkrycia, z których jestem bardzo zadowolona. Dwa z tych produktów stosuję do codziennej pielęgnacji, a maskę - wymiennie z innymi.


1. Serum przeciw zaczerwienienion i podrażnieniom - REN 

Jest to serum, które ma na celu zwalczanie zaczerwienień, łagodzenie podrażnień oraz polepszenie tolerancji naszej skóry na agresję środowiskową. W składzie znajdziemy polipeptydy mleczne, które mają wzmocnić skórę, betagluken, odpowiedzialny za łagodzenie zaczerwienień i podrażnień oraz inne składniki jak białko ryżowe czy kwas hialuronowy, który utrzymuje nawodnienie skóry. Wspominałam Wam już kiedyś, że mam typ cery naczynkowej i mieszanej. Jak zapewne się domyślacie, gdy zobaczyłam produkt, który mógłby pomóc mi w poprawie kondycji mojej skóry, od razu go wzięlam. Serum stosuje się rano i wieczorem przed nałożeniem reszty kremów. Na wieczór, w związku z tym, że moja cera nie jest tak sucha jak zimą, wystarczy nałożenie mi tylko tego produktu. Jest bardzo wydajny, niemal mała kropka wystarcza na rozprowadzenie go po twarzy. Czy widzę efekty? TAK! Moja cera nie jest już tak czerwona jak kiedyś. Ubolewam nad jedną rzeczą - produkt ten zakupiłam w amerykańskiej sieci Sephora (46$). Niestety, marka ta nie jest obecnie dostępna w polskiej drogerii. Przeszukiwałam internet, żeby sprawdzić czy jest możliwość zamówienia go z jakiejś strony, ale nie udało mi się znaleźć akurat tego serum tej marki.




2. Krem pod oczy z awokado, Kiehl's


Moim stałym problemem było to, że nie potrafiłam znaleźć sobie odpowiedniego kremu pod oczy. Trafiłam na dwa - La Mer i Kiehl's - ale tutaj skupię się na tym drugim. Co znajdziemy w składzie? Lista składników jest dość krótka i prosta, co bardzo mnie cieszy. Olej z awokado, utrzymywanie poziomu nawilżenia, beta-karoten oraz masło shea. Krem ten ma zwartą konsystencję, nie spływa. Powiedziałabym wręcz, że okolice oczu wydają się bardzo tłuste po jego nałożeniu, jednak krem jest stopniowo wchłaniany i budząc się rano nie widzę już tego. Tłustość produktu niesie za sobą kolejny plus - starcza na dłużej, ponieważ nałożenie go w małej ilości w zupełności wystarczy. Koszt kremu to 180 zł. Link do polskiej strony Kiehl's znajduje się w nagłówku, w nazwie.


3. Maska złuszczająca z czarnego cukru i miodu, Skinfood


To już trzeci mój produkt marki Skinfood. Uważam, że ich maski są naprawdę dobre. Ta, którą chce Wam przedstawić nie jest maską nawilżającą, a złuszczającą. Zawiera brazylijski czarny cukier i miód. Jaka jest twarz po zmyciu? Miękka i bardziej żywa. Zdecydowanie polecam ten produkt i przetestowanie innych masek tej firmy. 







Auto Post Signature

Auto Post  Signature